Imieniny:
Doroty Wawrzynca Teodora
Hyde Park
Jeśli chodzi o świętość narodową - Lecha Wałęsę, to przyzwyczailiśmy się już do tego, że tu nawet fakty nie mają specjalnego znaczenia. Po prostu obowiązuje jedyna słuszna interpretacja i wykładnia. Taką wersję przyjął też sąd, który niedawno uznał że autor książki o Lechu Wałęsie, Paweł Zyzak naruszył dobra osobiste córki bohatera narodowego, przez to, że opublikował informację o rejestracji tatusia jako TW.
Jak zwykle celnie skomentował to Stanisław Michalkiewicz w felietonie pt. "Koniec pieriedyszki", napisanym dla :"Najwyższego Czasu!":
(...) Pani Domińska poczuła się dotknięta na dobrach osobistych między innymi z powodu zamieszczenia w książce Pawła Zyzaka informacji o zarejestrowaniu i wyrejestrowaniu Lecha Wałęsy przez SB w charakterze tajnego współpracownika oraz opinii, iż jest on "miałki intelektualnie". I co Państwo powiecie? Właśnie niezawisły sąd nakazał wydawnictwu "Arcana" nie tylko przeprosić panią Domińską za naruszenie jej dóbr osobistych, ale również - wykreślić z książki Pawła Zyzaka informację o tej rejestracji oraz wpłacenia 5 tysięcy zł na rzecz fundacji "Sprawni Inaczej" w Gdańsku. Domyślam się, że chodzi również o sprawnych intelektualnie. I tak dobrze, że sąd nie nakazał spalenia całego nakładu. Może się obawiał, by starszym i mądrzejszym nie skojarzyło się to z wyrokami wydawanymi przez "nazistów", którzy też lubili niektóre książki palić, ale jeśli nawet - to i tak wszystko jeszcze przez nami, bo były prezydent naszego państwa Lech Wałęsa tak się na wieść o tym wyroku rozbuchał, że zażądał skierowania książki "na przemiał". (...)
Niezawisły sąd podzielił argumentację pełnomocnika pani Domińskiej, że przecież były prezydent naszego państwa Lech Wałęsa został oczyszczony z zarzutu kłamstwa lustracyjnego przez równie niezawisły sąd lustracyjny. Najwyraźniej na naszych oczach doktryna i orzecznictwo wzbogaca się o nową instytucję prawa zwyczajowego, podobną do rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych. Jak wiadomo - po czym, nawiasem mówiąc, zwolennicy pani Eryki Steinbach wiele sobie obiecują - polega ona na tym, że w razie sprzeczności stanu wpisanego do księgi wieczystej ze stanem rzeczywistym, decyduje stan wpisany. (...)
Więcej na: http://www.michalkiewicz.pl
RP
(czytano: 217, komentarzy: 2) lista
Elementarna szkoła zachowania nakazuje, jak się puści bąka, siedzieć cicho, a nie latać dookoła stołu i dementować. Widać Bolek spał na tej lekcji.
RP
Świadek w sądzie: Wałęsa był agentem "Bolkiem"
ps, PAP2010-04-15, ostatnia aktualizacja 2010-04-15 14:58
B. funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej w Gdańsku Janusz S. zeznał w czwartek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, że Lech Wałęsa w połowie grudnia 1970 r. został zwerbowany do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako agent o pseudonimie "Bolek".
Sprawa dotyczy telewizyjnej wypowiedzi Wyszkowskiego z 16 listopada 2005 r. o domniemanej agenturalnej przeszłości b. prezydenta. W tym samym dniu Wałęsa otrzymał od Instytutu Pamięci Narodowej status pokrzywdzonego. Zapowiedział wówczas, że będzie od tego momentu pozywał do sądu osoby, które nadal będą twierdzić, iż był on agentem służb specjalnych PRL. Były prezydent wygrał już kilka takich procesów. Wałęsa domaga się od b. działacza WZZ przeprosin oraz 40 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Szpitala Dziecięcego w Gdańsku-Oliwie.
- Do 1974 r. prowadziłem teczkę pracy i personalną Lecha Wałęsy jako TW "Bolek". Jego współpraca z SB od chwili pozyskania, między 15 a 17 grudnia 1970 r., była intensywna przez 3-4 miesiące. Spotkania z nim oficerów prowadzących odbywały się kilka razy w tygodniu, a w jednym przypadku 2-3 razy dziennie. Do czerwca 1971 r. Wałęsa dostał za współpracę 20 tys. zł, przy średniej pensji stoczniowca 1600 zł - powiedział Janusz S.
Janusz S. pracował od 1968 r. w Komendzie Wojewódzkiej MO w Gdańsku w pionie bezpieczeństwa. Jak wyjaśnił przed sądem, zajmował się tam m.in. opracowywaniem dokumentacji z przesłuchań ze źródłami informacji SB oraz tworzeniem kartotek personalnych agentów.
Świadek nigdy nie widział Wałęsy
Świadek podkreślił, że nigdy w tym czasie nie widział Wałęsy, a wiedzę o jego współpracy ma na podstawie przekazywanych mu dokumentów, w tym meldunków i pokwitowań pieniędzy.
Jak zeznał Janusz S., podczas jednego ze spotkań w hotelu "Jantar" z udziałem zastępcy szefa gdańskiej SB Wałęsa dostał jednorazowo 1500 zł; bezpiece zależało wówczas, aby nie doszło do drugiej fali strajków w Stoczni Gdańskiej, planowanych przez robotników na 19 i 20 stycznia 1971 r.
Janusz S. dodał, że po pierwszych intensywnych miesiącach współpracy Wałęsa donosił niechętnie i do składania przez niego meldunków dochodziło już doraźnie.
Jak zeznał, po spaleniu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku w grudniu 1970 r. na przesłuchania przywieziono autobusem 30 stoczniowców. W tej grupie był też Lech Wałęsa.
Świadek twierdzi, że widział podpisane przez Wałęsę oświadczenie
- Jeden z przesłuchujących Wałęsę oficerów, który wyszedł na papierosa, mówił wówczas "Mamy go. Przysięgał na krzyżyk, że będzie lojalny i będzie z nami współpracował". Widziałem potem na własne oczy napisane odręcznie przez Wałęsę i podpisane takie oświadczenie. Było w nim napisane, że zobowiązuje się do zachowania w tajemnicy współpracy z SB - powiedział Janusz S.
W opinii Janusza S., Wałęsa zdecydował się na kolaborację z SB dobrowolnie i bez szantażu. - Jeśli o dobrowolności możemy mówić w sytuacji dwugodzinnego przesłuchania w nocy - dodał.
Janusz S. mówił, że w ramach swoich obowiązków - prowadzenia teczki TW "Bolek" - uzyskał też informację z zarządu Wojskowej Służby Wewnętrznej, że Wałęsa pełniąc służbę wojskową był wcześniej pozyskany także do współpracy przez WSW.
"Nie chciałem się mieszać wcześniej, wiele dokumentów było zniszczonych"
Świadek wyjaśnił, że kilka lat temu, kiedy dowiedział się o kłopotach sądowych Wyszkowskiego, wysłał do niego, a także do Anny Walentynowicz, maila, że jest gotów świadczyć o współpracy Wałęsy z SB w sądzie. - Coś wtedy we mnie pękło. Nie ujawniałem się natomiast ze swoją wiedzą wtedy, gdy sąd lustracyjny w 2000 r. orzekł, że oświadczenie lustracyjne Lecha Wałęsy jest prawdziwe. Nie chciałem się wtedy w to mieszać, wiedziałem m.in., ile dokumentów zostało zniszczonych - dodał.
Pełnomocnik Wałęsy zaproponowała ugodę powołując się na żałobę narodową
Na rozprawie nie było Wałęsy i Wyszkowskiego. Na jej początku pełnomocnik b. prezydenta Ewelina Wolańska, powołując się na czas żałoby narodowej, zaproponowała ugodę. Miała ona polegać na oświadczeniu Wyszkowskiego do protokołu o tym, że przeprasza i wycofuje się ze swoich słów na temat Wałęsy. Strona powodowa zrezygnowałaby wówczas z innych roszczeń. Pełnomocnik Wyszkowskiego, Jolanta Strzelecka powiedziała jednak, że nie może się skontaktować z przebywającym obecnie za granicą Wyszkowskim i nie zna jego stanowiska w tej sprawie.
RP
Kupimy mieszkanie trzypokojowe w Kozienicach. Lokalizacja bez znaczenia. Proszę o kontakt :) ...
Lenovo 3000 S200
899.00 zł
Toshiba Satellite Pro 6100
679.00 zł
Kozienice Mieszkanie 49m2
3500.00 PLN
Kozienice Mieszkania 41m2
3500.00 PLN
